Asteroid City: Wes Anderson w pełnej krasie – Melancholia i surrealizm w jego najnowszym filmie

Kadr z filmu Asteroid City

No więc, Internet teraz traktuje Wesa Andersona bardziej jako trend niż jako reżysera. TikTokerzy tworzą filmy inspirowane stylem „Wesa Andersona” opowiadającymi o swoim życiu. Dzięki sztucznej inteligencji zostałem przekształcony w Harry’ego Pottera w stylu „Wesa Andersona” i Gwiezdne Wojny w stylu „Wesa Andersona”.

Ale najnowszy film Wesa Andersona, Asteroid City, udowadnia, że naprawdę niemożliwe jest skopiowanie Wesa Andersona, jeśli nie jest się Wese Andersonem. Chcesz, żeby Wes Anderson nakręcił film o kosmitach? Nie zwracaj się do jakiegoś programu komputerowego, aby to zrobił. Sam go stworzył.

Asteroid City cały film ma wszystkie typowe cechy Andersona: powolne ujęcia, przemyślane kadrowanie, elokwentne dialogi i narrację na początku. To też jest jego najlepszy film od czasu „Hotelu Grand Budapest” z 2014 roku, całkowicie zwariowany kawałek, który przechodzi w coś niemalże szalonego. Asteroid City jest pełne amerykańskiego stylu, ale urocza beztroska wszystkiego w połączeniu z głębokimi pytaniami, które reżyser zadaje.

Po pierwsze: urządzenie do kadrowania. Od razu dowiadujemy się, że to, co oglądamy, to telewizyjna transmisja sztuki o nazwie Asteroid City, która, jak nam mówią, nigdy nie istniała, prowadzona przez mężczyznę w garniturze z miną Roda Serlinga, grany przez Bryana Cranstona. Te fragmenty, nakręcone w czarno-białym formacie, pozwalają nam zajrzeć za kulisy procesu tworzenia produkcji stworzonej przez Conrada Earpa (Edward Norton), znanego dramatopisarza z południowym akcentem. Kiedy Anderson przechodzi do akcji sztuki w filmie, obraz rozszerza się, a sceneria rozjaśnia w niesamowicie nasyconym świetle amerykańskiego Zachodu.

Asteroid City to historia o grupie rodzin i innych gości, którzy przybywają do tego małego miejsca pośrodku niczego, które kiedyś było miejscem zderzenia meteorytu, z okazji obchodów 1955 roku, uhonorowanych tytułem Junior Stargazer. Wśród tych kreatywnych nastolatków jest Woodrow Steenbeck (Jake Ryan), którego ojciec, Augie (Jason Schwartzman), jest szalonym fotografem wojennym. Ma odłamki w głowie, nigdy nie pyta o zgodę, zawsze robi zdjęcia.

Niedawno zmarła żona Augie’go i matka Woodrowa. Augie czekał tygodniami, aby powiedzieć to swojemu nieśmiałemu synowi i trzem psotnym siostrom, które uważają się za czarownice. Augie jest zmęczony, a Woodrow jest niezdarny, więc doskonale pasują do próżnej, nadmiernie dramatycznej gwiazdy filmowej Midge Campbell (Scarlett Johansson, „Nigdy lepiej”) i jej sarkastycznej córki Dinah (Grace Edwards).

W typowy dla Andersona sposób, ta czwórka tylko zarysowuje postacie, które zstępują do Asteroid City. Jest tam zespół honky tonk prowadzony przez Ruperta Frienda i nauczycielkę graną przez Mayę Hawke, którzy próbują zainteresować grupę ciekawskich dzieciaków. Tom Hanks pojawia się jako kłótliwy (i czasami napalony) teść Augie’go, Stanley Zak, podczas gdy Tilda Swinton jest głupkowatą naukowczynią, a Jeffrey Wright odgrywa poważnego generała.

Podczas nocnej imprezy, podczas której turyści w Asteroid City są zachęcani do zakładania kartonowych pudełek na głowy, aby obserwować zjawiska astralne, grupę odwiedza dziwny kosmita o wielkich oczach i łuskowej skórze, który niepewnie wychodzi na palcach ze swojego statku kosmicznego, kradnie asteroidę miasta i odlatuje. Muzyka autorstwa Alexandre’a Desplata wzbiera, gdy ten figlarny stwór dokonuje napadu w zielonym świetle swojego statku. Dziwne zdarzenie, genialnie odtworzone za pomocą lalki, zmusza Asteroid City do zamknięcia i uwięzienia podróżników.

Asteroid City

Anderson podzielił „Asteroid City” na akty i sceny, nieustannie przypominając nam, że to, co dzieje się w świecie filmu, jest fałszywe. Z kolei sekcje dokumentalne pokazują aktorów grających Midge i Augie, a także reżysera produkcji (Adrien Brody), udręczonego twórcę, który przechodzi przez rozwód.

Łatwo byłoby uznać „Asteroid City” za jeszcze bardziej andersonowskie dziwactwo, ale jest w nim coś celowo niepokojącego. Przypomnienie, że mieszkańcy „Asteroid City” to tak naprawdę aktorzy, zmusza nas do zastanowienia. Sceny na pustyni nie są kręcone jak na teatralnej scenie, ale istnieją w tym liminalnym miejscu między fikcją a rzeczywistością.

Scenariusz jest jednym z najzabawniejszych dzieł Andersona, ale przeplata się w nim również ciemniejsza strona. To częściowo dzięki eksploracji śmierci, która pojawia się w historii Augie-Woodrow, ale jest to również coś bardziej egzystencjalnego. Choć trudno powiedzieć, czy pandemia i blokady były bezpośrednią inspiracją dla Andersona, jeśli przyjrzysz się całemu doskonałemu retro-projektowi, znajdziesz tam aktualne zainteresowanie paranoją, izolacją i tworzeniem sztuki w takich okolicznościach.

Z jednej strony mamy fabułę inwazji obcych, w której bohaterowie muszą zastanawiać się nad tajemnicami wszechświata. Z drugiej strony jest sztuka w programie telewizyjnym w filmie, w której aktorzy grający te postacie starają się wiarygodnie wykorzystać tę tajemnicę. Obydwie te historie czerpią z amerykańskiej tradycji – jedna z zakurzonych zachodnich miasteczek, druga z błysku Broadwayu i wielkich pisarzy.

Żadna z parodii Andersona nie ma racji, że pomimo wszystkich jego estetycznych tendencji, ten styl zawsze służy czemuś większemu. W „Asteroid City” jego miłość do sztuczności jest całkowicie widoczna, ale to właśnie ta sztuczność jest istotą. Anderson starannie skonstruował wielowymiarowy świat. Gdy oderwiemy te konstrukcje, znajdziemy melancholię, której trudno się pozbyć.

Gdzie obejrzeć Asteroid City